Historia naszych zaręczyn

Zaręczyny są bardzo ważnym wydarzeniem, ponieważ są kolejnym dużym krokiem w związku. W końcu ich następstwem jest planowanie ślubu! Kiedyś zaręczyny odbywały się w obecności rodziców, ponieważ tylko ich zgoda pozwalała na zawarcie związku małżeńskiego. Obecnie rzadko kiedy spotyka się tę tradycję. Panowie oświadczają się w obecności swojej drugiej połówki i mają na to wiele ciekawych pomysłów..

To, że Marek jest tym jednym, jedynym wiedziałam już (albo dopiero) po trzech pierwszych latach spędzonych razem. I od tego momentu marzyłam o zaręczynach, wyobrażałam sobie jak to będzie wyglądało, przeglądałam strony z sukniami ślubnymi. Mijały miesiące, nawet lata, a pierścionka nadal nie było…

Nadszedł 7 lipca 2013, niedziela. Zbliżały się moje urodziny więc Marek zaprosił mnie na kolację. Taką romantyczną! Mieszkaliśmy w tym czasie w Krakowie. Tak więc naszykowaliśmy się, wyszliśmy z domu i w bardzo romantyczny sposób... wsiedliśmy do autobusu (w końcu byliśmy tylko studentami!). Ruszyliśmy w kierunku Wawelu, gdzie mięliśmy miło spędzić czas na dachu w jednej z restauracji. Widok na Wawel, świece, białe wino - czego chcieć więcej! Tak.. tak właśnie miało to wyglądać ;) Póki nie okazało się, że ta cudowna restauracja przechodzi obecnie remont! :P

Na szczęście obok była druga. Uff, wybrnął z sytuacji. Również taras na dachu, widok na Wawel, piękna karta… i ceny z kosmosu! Najzwyklejszy makaron kosztował ok.80 zł, a my przecież byliśmy tylko studentami, którzy na tę romantyczną kolację przyjechali AUTOBUSEM!!! Wiem, że Marek chciał dla mnie jak najlepiej, chciał, bym czuła się wyjątkowa, ale ja naprawdę nie potrzebuję luksusów. Chciałam tylko miło spędzić ten wieczór…

Poprosiłam go o zmianę lokalizacji i to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Znaleźliśmy się na barce, gdzie było przepyszne jedzenie (w świetnych cenach!), wino i naprawdę romantyczny klimat. Rozmawialiśmy jakbyśmy dopiero się poznali, dużo żartowaliśmy i śmialiśmy się w głos. Wychodząc z barki, zdecydowaliśmy się jeszcze na krótki spacer. Wawel wieczorem wygląda naprawdę pięknie! Usiedliśmy na schodkach po drugiej stronie Wisły i nagle Marek wyjął z torby paczuszkę. Pierwsza myśl – oświadczy się! Druga myśl – eh, to jednak tylko zwykły prezent…

Odpakowuję, patrzę książka J.K.Rowling „Trafny wybór”. Kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o niej, ponieważ planowałam ją zakupić jako prezent! Wtedy do mnie dotarło – albo się pomylił albo mnie nie słuchał i zrozumiał, że to ja ją chcę. Tak, w tym momencie opadły mi ręce.
Nie ma pierścionka, nie ma zaręczyn, jest za to książka, której ja wcale nie chciałam.

Były za to piękne życzenia… Takie, do których wracam i za każdym razem mam łzy w oczach. Zakończone były zdaniem:

„…więc albo Ty, albo nikt.
Dlatego szukaj strona po stronie, a znajdziesz to czego zawsze szukałaś.”

Zalana łzami, przewracałam kartki, nie wiedząc nawet czego szukam. Myślałam, że może zaznaczył jakiś cytat, którego nie mogę znaleźć. I w tym momencie zobaczyłam to, o czym marzyłam. I nie chodziło tu o sam pierścionek, ale o to, co chciał nim przekazać. Nareszcie był pewien! Wybrał mnie na kobietę swojego życia, na dobre i na złe. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu i najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam – jego serce tylko dla mnie! A książkę mam do dziś :)
Ps. Naprawdę się postarał! :)



2 komentarze:

  1. Piękne wspomnienia :)
    Ja tez miałam niezła przygodę przy zaręczynach hehe jak ja opowiadań to wszyscy się śmieją kiedyś Ci ją opowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo jak romantycznie <3 piękna i wyjątkowa historia, jak cudownie że dalej trwa <3

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger