Dlaczego nie wsiadłam do samolotu?

Samolot jest obecnie jednym z najchętniej wybieranych środków transportu. Jego największą zaletą jest znacznie krótszy czas podróży w porównaniu z autobusem czy pociągiem. A dzięki tanim liniom lotniczym, bywa również bardziej opłacalny. Jak widać, same zalety… Co jednak w przypadku, gdy pojawia się paniczny lęk przed lataniem?

Tak, jestem jedną z tych osób, które bardzo boją się latać. Wyjście spoza mojej strefy komfortu było naprawdę trudne. Od zawsze wolałam wielogodzinną podróż samochodem niż krótki lot samolotem.

Po raz pierwszy na pokład samolotu wsiadłam dwa lata temu, gdy lecieliśmy na Cypr. Nasze wymarzone wakacje! Marek znalazł okazję i bez zastanowienia kupił bilety. Nie były to jednak nasze  pierwsze bilety lotnicze. Przed naszym ślubem, pojawił się lot na Majorkę w naprawdę super cenie. 5 dni na miejscu, 3 godziny podróży i cudowne miejsce w zasięgu ręki. Wylot o 6 rano. Dzień wcześniej się spakowaliśmy, wybraliśmy miejsca, które koniecznie chcemy zobaczyć i nagle... dopadł mnie paniczny strach. 
Myśl o tym, że nie będę miała na nic wpływu, że ktoś będzie decydował o moim życiu, a ja zamknięta na pokładzie samolotu będę bezradna w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa – te emocje wzięły górę. Przed północą zapadła decyzja – nie lecimy. Po prostu nie byłam w stanie. I w ten o to sposób przepadły nasze pierwsze bilety lotnicze. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zdecyduje się lecieć. Wiedziałam jednak, że bardzo chcę podróżować. 

Pierwszy lot

W kwietniu 2015 roku pojawiły się bilety na Cypr, których cena naprawdę kusiła. Było mnóstwo wymówek, jednak Marek podjął decyzję za mnie. Wylot miał być za 4 miesiące. Miałam czas, żeby oswoić się z tą myślą i w jakiś sposób przygotować psychicznie. Kiedy przyszedł dzień wylotu, bałam się wszystkiego. Nie wiedziałam czego się spodziewać na lotnisku, jak wygląda odprawa, kontrola paszportowa, bezpieczeństwa czy kontrola bagażu. I jak się okazało miałam ku temu powody...

A to przede wszystkim z jednego, banalnego powodu. Źle spakowałam swoją walizkę! Wszystkie ubrania powinny być za zasuniętym materiałem, natomiast aparat, ładowarka, żelazko i inne tego typu gadżety w otwartej części, tak by z łatwością można było je wyjąć. Ja zrobiłam na odwrót. Przy kontroli cofnęli moją walizkę. Problem był z malutkim żelazkiem! Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, ale ile mnie to kosztowało nerwów… Już nie wspomnę, że moja walizka przeszła prawdziwe tornado i miałam naprawdę duży problem ze spakowaniem do niej wszystkich tych rzeczy, które wcześniej jakimś cudem się w niej znajdowały.

Ale wyciągnęłam wnioski i byłam już mądrzejsza o te doświadczenia więc... w drogę powrotną spakowałam cały sprzęt i wszystkie płyny do walizki Marka, a ubrania przełożyłam do mojej, dzięki czemu podczas kontroli nie musiałam nic z niej wyjmować ;)

W każdym razie, przez tą sytuację byłam już tak zmęczona, że nawet nie stresowałam się tak bardzo samym lotem. Większość osób mówi, że najgorszy jest start i lądowanie. Marek zawsze mi mówił, że dla niego to największa frajda. Niestety, jestem w większości!
Podczas startu czułam się bardzo dziwnie, bo z jednej strony widziałam, że się wznosimy, a z drugiej nie rozumiałam jak taka duża maszyna może po prostu odbić się od powierzchni i unosić na powietrzu. Chyba jeszcze nigdy nie bałam się tak bardzo! Ale później… nie mogłam się nacieszyć widokami i byłam z siebie dumna, że jednak się odważyłam!

Spędziliśmy na Cyprze cudowny czas, a relację z tej podróży możecie zobaczyć tutaj. Byłam pozytywnie nastawiona przed kolejnym lotem, jednak podróż w drugą stronę okazała się dużo cięższa. Lecieliśmy podczas burzy, niebo było dosłownie czarne, a rozjaśniało się jedynie momentami… i to za sprawą piorunów! Całą drogę były turbulencje. Tak, przez całe 3 godziny lotu! Po tej podróży obiecałam sobie, że już nigdy nie wsiądę do samolotu.

Kolejna podróż

Nie dotrzymałam słowa. Rok później byliśmy już w podróży do Włoch, gdzie mieliśmy okazję zwiedzać cudowny region o nazwie Apulia. Oczywiście początkowo był plan, by jechać samochodem, jednak koszty i czas podróży sprawiły, że zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

I tak jak w przypadku mojego pierwszego lotu, podróż na miejsce była rewelacyjna! Choć powiem szczerze, że przerażał mnie widok dwóch Panów o bliskowschodniej urodzie, którzy mieli małe papierowe książeczki i modlili się przed lotem. Mimo, że jestem tolerancyjna to jednak w dzisiejszym, tak niespokojnym świecie, różne myśli przechodzą przez głowę...

W każdym razie podróż przebiegła spokojnie, trwała ok. 2 godzin, świeciło słońca, a widoki były po prostu niesamowite. W drugą stronę zapowiadało się podobnie. Pogoda dopisywała więc wydawałoby się, że nie ma się czego bać.

Start samolotu, głośna praca silników i odbijamy się od powierzchni. Jesteśmy już nad morzem, nadal wzbijając się w górę, by osiągnąć odpowiednią wysokość. Nagle zapada totalna cisza, samolot zwalnia, nie słychać już hałasu silników... I ten okropny strach. Rozglądam się, stewardesy mają niepewne miny, tak samo jak i uwielbiający latać Marek. W tym momencie naprawdę żałowałam, że wsiadłam do tego samolotu… Udało mi się zarejestrować ten moment, co możecie obejrzeć na poniższym filmiku (2:17).

video

Chwilę później wszystko wróciło do normy, znów usłyszeliśmy pracę silników, ale ja już do końca podróży siedziałam jak na szpilkach. Nie wiem, czy ta sytuacja była czymś normalnym czy jednak powinniśmy się wtedy martwić. Na szczęście dolecieliśmy cali i zdrowi. Ale czy wsiądę do samolotu jeszcze raz?

Plany na przyszłość

Już teraz mogę Wam powiedzieć, że TAK. We wrześniu mamy zaplanowaną podróż na Majorkę – tę samą wyspę, na którą nie dotarliśmy w 2013 roku ;) Czy się boję? Okropnie! Ale samolot nadal jest uznawany za najbezpieczniejszy środek transportu. Każdego dnia na niebie porusza się tysiące samolotów, a katastrofy zdarzają się raz na X przypadków. Statystyki są dowodem na to, że codziennie na drogach ginie znacznie więcej osób. A prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach, nigdzie nie jesteśmy w 100% bezpieczni. Nie chcę kiedyś żałować, że strach powstrzymał mnie przed spełnianiem marzeń, a podróże i odkrywanie nowych miejsc są jednym z największych.

Oczywiście znajdą się osoby, które do końca życia będą się bały wsiąść do samolotu i być może nigdy tego nie zrobią. Uważam jednak, że warto się odważyć i choć raz spróbować. Nie tylko ze względu na możliwość szybkiego przemieszczania się, ale przede wszystkim po to, by zobaczyć świat z nieco innej perspektywy. 

Ja już chyba zawsze będę się bała latać, ale w takim samym stopniu będę tęskniła 
za widokami z okien samolotu, które mogę podziwiać będąc w górze. 

2 komentarze:

  1. Uwielbiam niebo z każdej perspektywy, wyciszam się i uspokajam i mimo również pewnego strachu te widoki rekompensują wszystko. Trzymam kciuki za kolejne przepiękne podróże <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi w lataniu podoba się to, że z góry wszystko nagle wydaje się takie bez znaczenia, ta nasza bieganina na dole i zgiełk ... Latanie jest niesamowite, ale dla spokoju ducha nie oglądam filmów dokumentalnych w stylu całej serii "Katastrofy w przestworzach", jak to robi mój mąż, by potem jeszcze bardziej przeżywać lot :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger