Be Active Tour + pobijanie Rekordu Guinessa

Niedzielę spędziliśmy z Markiem na największych targach fitness i sportów siłowych w Polsce, Go Active Show. To niezwykłe wydarzenie dla wszystkich miłośników sportu. Podczas finałowej wiosennej edycji trasy Be Active Tour podchodziliśmy do próby bicia Rekordu Guinnessa w utrzymaniu pozycji ciała w pozycji deski przez 60 sekund! Dlaczego piszę relację z tego wydarzenia? Odpowiedź znajdziecie w poście!

Dla wielu osób Ewa Chodakowska jest prawdziwą inspiracją. Dla mnie również. Zaczęło się 3 lata temu od Skalpela, następna była książka z uniwersalnym treningiem personalnym, a teraz każdego dnia sięgam do Myślnika po dodatkową porcję motywacji :) Mimo podzielonych zdań na jej temat (bo przecież wiem, że ile ludzi, tyle różnych opinii), ja ciągle wracam do jej treningów i po prostu lubię ją jako osobę. Tak więc trening z nią był spełnieniem jednego z moich marzeń. W każdym razie, niejednokrotnie wybierałam się na warsztaty Be Active Tour, ale ostatecznie zawsze rezygnowałam. Prawdę mówiąc chyba bałam się, że trening przerośnie moje możliwości. Znam swoje granice, znam ćwiczenia Ewy i najzwyczajniej w świecie sądziłam, że nie dam rady wytrwać do samego końca. I już teraz Wam zdradzę, że bardzo się myliłam!


Impreza zaczęła się od próby pobijania Rekordu Guinnessa. Niestety żadne zdjęcia ani filmy nie oddadzą tych emocji, które nam towarzyszyły. Lekka adrenalina, podekscytowanie, a na końcu ogromna satysfakcja! Głośne brawa, krzyki i taka mega pozytywna energia setek uśmiechniętych ludzi. To po prostu się udziela! :)

I oczywiście mogłabym teraz tylko wstawić jakieś zdjęcie na fanpage’a i podpisać je krótkim zdaniem. Ja jednak muszę Wam o tym opowiedzieć… Bo to co wczoraj przeżyliśmy będzie początkiem ogromnych zmian w naszym życiu!

Pierwszy trening prowadziła Ewa, był naprawdę wymagający, ale świetną sprawą było to, że każdy mógł wybrać między wariantem dla początkujących lub dla zaawansowanych. 
Lubimy wyzwania więc mimo, że ćwiczenia naprawdę nie były lekkie, postanowiliśmy spróbować wykonać je w wersji trudniejszej. Kiedy Marek miał ochotę się poddać i dał mi sygnał, że chyba nie da już rady, usłyszał ze sceny „Hej Młody, widzę Cię, nie wolno Ci się teraz poddać!”. Jeśli wydaje Wam się, że takie słowa nie potrafią zmotywować, uwierzcie mi, słowa Ewy miały tę moc ;) 
Jakie wyciągnęłam wnioski? Otóż okazało się, że te ćwiczenia, których nawet nie uwzględniałam w moich codziennych treningach, były wykonalne ;) Powiem więcej, ja je nawet polubiłam! Czasem nam się wydaje, że nasze ciało nie da rady, czasem to głowa wyznacza granice. Ale wczoraj przekonałam się na własnej skórze, że jesteśmy znacznie silniejsi niż nam się wydaje.

Po treningu z Ewą, przyszedł czas na Lefteris’a. Wiele osób zwinęło maty i zrezygnowało. My też już czuliśmy każdy mięsień. Więc TAK, też nam przeszło to przez myśl :P Ale przecież po to tu przyjechaliśmy, chcieliśmy się sprawdzić i przeżyć coś fajnego. Teraz mogę powiedzieć z ręką na sercu, niech żałują Ci, którzy się poddali ;)  To, że Lefteris jest przesympatyczny widać na pierwszy rzut oka. Ale nie sądziłam, że jest też tak zabawny, co można było odczuć nie tylko podczas jego treningu, ale w trakcie całej imprezy. Potrafił nas rozśmieszyć, a jednocześnie maksymalnie zmotywować do działania. Ten trening był naprawdę przyjemny! Było też dużo śmiechu, bo wiele z ćwiczeń wykonywaliśmy w parach. Zdrowa rywalizacja w sporcie daje dodatkowego kopniaka motywacji.



Jako ostatni trening prowadził Tomasz Choiński. Jeśli ktoś regularnie ogląda DDTVN, z pewnością zna możliwości Tomka ;) Bardzo szybkie tempo, głośna muzyka i zaangażowanie wszystkich mięśni. Po wcześniejszych treningach byliśmy już naprawdę zmęczeni, a jednak naładowani tak pozytywną energią, że chcieliśmy więcej. W trakcie wykonywanych ćwiczeń, Tomek zeskoczył ze sceny i przybijał wszystkim „piątki”. W ten sam sposób motywowali się wszyscy uczestnicy treningu po każdej zakończonej serii ćwiczeń. I jak tu zrezygnować kiedy motywacja napływa z każdej strony?

Warsztaty prowadzone przez trzy różne osoby, trzy zupełnie inne treningi, ale każdy po prostu rewelacyjny! Okazało się, ze nasze granice są znacznie dalej niż sądziliśmy. Dowiedzieliśmy się też o sobie, że jesteśmy prawdziwymi partnerami na każdej płaszczyźnie życia i potrafimy wzajemnie się wspierać w każdej sytuacji. Dostaliśmy ogromną porcję motywacji i wiemy, że możemy więcej. Jeśli w przyszłości będziecie mieli okazję uczestniczyć w takim treningu, nie zastanawiajcie się ani chwili, bo naprawdę warto! I nie chodzi tu o spotkanie ze znaną osobą, zrobienie sobie zdjęcia i pochwalenie się znajomym. Chodzi o zmiany, które zachodzą w naszych głowach, o serdeczne uśmiechy obcych ludzi, o tą całą atmosferę, która nie pozwoli nam się zatrzymać.
To był naprawdę cudowny dzień!


5 komentarzy:

  1. Widzę, że ekscytująco spędziliście czas w gronie świetnych Motywatorów :D
    Spełniłaś swoje marzenie! Czas na kolejne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był świetny weekend, który chciałabym przeżyć jeszcze raz! :)

      Usuń
  2. Ciekawy wpis.Pełen pozytywnej energii. Super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. aż się uśmiecham gdy czytam, wspaniale że macie we dwoje taka godna Guinessa ekipę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jednak bardziej preferuję takie aktywności w domowym zaciszu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger