Nowy rok to pierwsza karta 365 - stronowej księgi. Wykorzystaj to!


Nowy rok, nowe postanowienia, spore zmiany.
Każdego dnia zdobywamy nowe umiejętności, doświadczenia i wiedzę, ale… nie zawsze wyciągamy wnioski na przyszłość! 
Koniec roku zmobilizował mnie do podsumowań. Wiele się zmieniło, wiele rzeczy zrozumiałam, wiele wreszcie do mnie dotarło.
Jest kilka prostych prawd, z którymi spotykamy się na co dzień, niby zdajemy sobie z nich sprawę, a jednak nie wykorzystujemy tej wiedzy w naszym codziennym życiu. 
Do niektórych rzeczy trzeba dojść samemu, często trzeba się sparzyć i uczyć na własnych błędach, a czasem po prostu mieć odrobinę szczęścia i spotkać odpowiednią osobę na naszej drodze.

Czego nauczyłam się przez miniony rok?

1. Największym ryzykiem jest niepodejmowanie ryzyka

Jestem straszną pesymistką, niestety! I na samą myśl o podjęciu jakiekolwiek ważnej decyzji, która pociąga za sobą liczne konsekwencje – boli mnie brzuch. Boję się jakichkolwiek zmian, lubię stabilizację i zawsze w takiej sytuacji zastanawiam się „A co będzie jeśli..?”. Na szczęście mój mąż jest moim przeciwieństwem. To wieczny optymista, który zawsze mówi „Ale dlaczego miałoby się nie udać?”. I wiecie co? Ma rację! 

Dokładnie 8 miesięcy temu postawiliśmy wszystko na jedną kartę, zaryzykowaliśmy i otworzyliśmy własną firmę, inwestując w nią dosłownie WSZYSTKIE nasze oszczędności. Przyznaję, nie było łatwo, w trakcie okazało się jak niewiele jeszcze wiemy i ile jeszcze musimy się nauczyć. Jednak teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć - to była najlepsza decyzja jaką podjęliśmy! :) Dzięki temu wiem, że wszystko jest możliwe jeśli tylko wierzysz, że Ci się uda i całym sobą zaangażujesz się, aby tak się stało.

Jeśli więc od dawna o czymś marzysz, sięgnij po to - nawet jeśli bardzo się boisz! Szczęście samo do Ciebie nie przyjdzie. Ja mam już swoją listę i zamierzam zrealizować każdy podpunkt krok po kroku. Nie czekam na jutro, podejmuje decyzję, a zaraz za nią kolejne kroki. Jednym z nich jest założenie tego bloga :) Do tej pory pracowałam dla kogoś, pomagałam przy powstawaniu naprawdę fajnych stron, jednak moja wizja była trochę inna, miałam inne pomysły. Dlaczego więc nie mogłabym założyć własnej strony?

Wnioski wyciągnięte i oto jest „Serenity. Wanderlust. Marriage.” Blog o sztuce pozytywnego myślenia, podróżach i małżeństwie. O tym co kocham, co mnie otacza i o wszystkim, czym chciałabym podzielić się z innymi. Więcej dowiecie się o nas dzięki kolejnym wpisom, mam nadzieję, że będziecie nas śledzić :)

„Podejmując ryzyko zawsze coś zyskujesz. 
Szczęście w przypadku powodzenia lub wiedzę w przypadku niepowodzenia.”

2. Najlepsza inwestycja? Inwestycja w siebie!

Pracuję w biurze, w rodzinnej firmie. Praca prosta, dla mnie dość nudna, ale przynajmniej stała. Zrozumiałam jednak, że stoję w miejscu. Nie rozwijam się, nie uczę się niczego nowego, w kółko wykonuje te same obowiązki – mogę to robić z zamkniętymi oczami. Najgorszy jest brak perspektywy, że może być lepiej. Zawsze chciałam od życia czegoś więcej. Chciałam robić coś kreatywnego. Chciałam pracy, do której będę lubiła chodzić, nie zerkając co chwile na zegarek z myślą „Ile jeszcze do końca?”. Ale wolałam iść na łatwiznę. 

Oczywiście przeglądałam różne oferty pracy, ale szybko rezygnowałam czytając wymagania... Brak pewności siebie i strach przed porażką powodował, że się blokowałam i rezygnowałam zanim jeszcze podjęłam próbę. Na szczęście właśnie zmądrzałam i postanowiłam coś z tym zrobić, stać się lepsza, mądrzejsza i zdecydowanie bardziej pewna siebie ;)

Po pierwsze, zapisałam się na kurs języka hiszpańskiego. Podstawy poznałam już na studiach, ale brakowało mi motywacji, żeby dalej uczyć się na własną rękę. Mam w planach również naukę węgierskiego, na początek jakieś podstawy :)
Po drugie, zdecydowałam się zrobić profesjonalny kurs grafiki komputerowej. Mimo, że marzyłam o tym od dawna, zawsze szkoda mi było na to pieniędzy. 
Po trzecie, zaopatrzyłam się w wiele wartościowych książek i poradników, dzięki którym zaczęłam myśleć pozytywnie i  uwierzyłam, że chcieć to móc! Książki są dobrym przykładem na to, że inwestycja w siebie wcale nie musi być kosztowana :)

Taka inwestycja nigdy nie jest stratą czasu ani pieniędzy! Zawsze się zwraca, w dobrach materialnych, awansie, a czasem po prostu w ogólnym rozwoju nas samych. Każdy kurs, szkolenie, ale i książki poszerzają naszą wiedzę i doświadczenia. Poza tym, nigdy nie wiemy jakie los szykuje nam niespodzianki :) Może niedługo będę mogła powiedzieć – „Wreszcie jestem we właściwym miejscu!” :)


3. Naiwność zawsze kosztuje najwięcej…

Lubię ludzi, lubię długie rozmowy, lubię być potrzebna. Nie lubię być okłamywana, bezpodstawnie oceniana i wykorzystywana. Na szczęście wreszcie otworzyłam oczy i postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Zrozumiałam, że nie każdy ma dobre intencje i nie każdy uśmiech oznacza sympatię. 

Zrozumiałam też, że ludzie traktują nas tak, jak sami na to pozwalamy. Pozwalasz sobie wejść na głowę? Jesteś na każde zawołanie, każdą prośbę? Spróbuj raz postąpić inaczej, a dopiero zobaczysz komu naprawdę możesz ufać.

W ciągu ostatniego roku znalazłam się w sytuacjach, z którymi naprawdę sobie nie radziłam. Przejmowałam się tym, co o mnie mówili do obcych dla mnie ludzi, mimo, że 99% to były rzeczy wyssane z palca lub informacje zinterpretowane według własnych upodobań. 
Co gorsze, ja nadal wierzyłam, że osoby, które nie raz zadały mi cios w plecy, mogą się zmienić. Nie mogą. A może nie chcą, bo uwielbiają afery, wtedy chociaż coś się dzieje. W każdym razie nie próbują niczego zmienić, a przecież wszystko można naprawić.

Teraz wiem, że nie ma sensu przejmować się czymś, na co nie mamy wpływu. Natomiast to co mogę zrobić dla siebie to z pewnością postawić jasną granicę, głośno mówić o tym co mi nie odpowiada i wybaczyć, szanować, ale jednak odciąć się od zazdrosnych i toksycznych ludzi.

4. Asertywność – naucz się mówić NIE

Brak asertywności to chyba moja najgorsza cecha charakteru. Nie umiem odmówić. Nawet jeśli nie mam czasu, mam inne plany, jestem zmęczona albo najzwyczajniej w świecie nie mam na coś ochoty. Zamiast skupić się na sobie, staram się zadowolić wszystkich wokół, mimo, że nikt mnie do niczego nie zmusza, nie naciska ani nie próbuje wywoływać poczucia winy. 

Ja po prostu lubię pomagać, czuć się potrzebna i wiedzieć, że innym będzie dzięki temu lżej. Niestety w pewnym momencie poczułam się przytłoczona natłokiem obowiązków, które sama na siebie wzięłam. Chodziłam zestresowana i poddenerwowana zupełnie bez powodu. Przez cały czas podświadomie myślałam o tym, co jeszcze muszę zrobić. W głowie planowałam  każdą minutę, żeby wykorzystać dzień jak to tylko możliwe. Lekceważyłam wartość i potrzebę odpoczynku. 
Bałam się reakcji innych, nie chciałam nikomu sprawić przykrości lub uważałam, że mi nie wypada. Nie chciałam być egoistką. W tym wszystkim zapomniałam o sobie, swoich potrzebach i swoim związku. 

Wyciągnęłam wnioski i nauczyłam się, że odmawianie wcale nie jest niegrzeczne, jest czymś zupełnie naturalnym. Mamy prawo nie mieć czasu lub mieć własne plany, nawet jeśli ich większą część stanowi (tak ważny!) odpoczynek. Mamy prawo, a nawet obowiązek zadbać o siebie. Powinniśmy podejmować decyzję w zgodzie ze sobą i robić tylko to, na co naprawdę mamy ochotę, czas i siłę. Bo świat się nie zawali jeśli odmówisz!

5. Większość rzeczy, którymi się martwisz, nigdy się nie wydarzy

Mam tendencję do rozpamiętywania minionych lat, ale i do zamartwiania się na zapas. Nie jestem wieczną marudą, nie narzekam na byle co ani nie żyję przeszłością, ale czasem nie mogę pogodzić się z decyzjami jakie kiedyś podjęłam, a które mają swoje konsekwencje w obecnej chwili. Czasem myślę „A co jeśli zmarnowałam swoją szansę?”, „Co by było gdybym wtedy postąpiła inaczej?”. 

To samo dotyczy przyszłości, po prostu boję się tego co będzie – bo przecież co jeśli coś pójdzie nie tak, co jeśli podejmę złą decyzję? Tak, zdecydowanie za dużo się martwię. Myślałam, że już nic nie jest w stanie mi pomóc, aż do chwili, gdy przeczytałam poradnik Normana V. Peale'a „Moc pozytywnego myślenia!”. 

Od tej pory wiem, że WIARA może zdziałać cuda. Trzeba wierzyć we wszystko co robimy, wierzyć w siebie i w to, że nasz umysł to potężniejsze narzędzie niż mogłoby się wydawać. 

Jestem spokojniejsza, zaczęłam żyć dniem dzisiejszym, akceptuje to co przynosi mi życie i wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Otworzyłam swój umysł i zdałam sobie sprawę, że dla każdego problemu istnieje rozwiązanie. Po prostu :)

„Kiedy spodziewasz się najlepszego, wyzwalasz w swoim umyśle magiczną siłę, 
która na mocy prawa przyciągania sprowadza do ciebie to, co rzeczywiście najlepsze.”

A czego Was nauczył ubiegły rok i jakie wnioski wyciągacie na przyszłość?

1 komentarz:

  1. Pięknie to napisałaś!!! Dużo odnajduje w tych słowach siebie. Fajnie że postanowiłaś pisać. Będę zaglądać :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger