Apulia - skarb południowej Italii

Apulia – region w południowej części Włoch, miejsce do którego chce się wrócić :)
Do Bari wybraliśmy się na początku czerwca 2016 roku. Jako środek transportu wybraliśmy linie WizzAir, które często oferują bardzo atrakcyjne ceny lotów. Decyzję podjęliśmy z dnia na dzień i wiecie co? To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu!
Region zdecydowanie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju! 
Na początku kilka praktycznych wskazówek z przymrużeniem oka ;)

1. Transport z lotniska - Centrum miasta położone jest 6 km od lotniska. Możemy dostać się do niego wybierając pociąg (5 Euro), taksówkę (23 Euro) lub autobus miejski nr 16 (1,5 Euro). Chcąc zaoszczędzić wybraliśmy trzecią opcję.
Po pierwsze, chcąc kupić bilet u kierowcy autobusu trzeba mieć drobne, odliczone pieniądze. Niestety nie znaleźliśmy na lotnisku miejsca, gdzie mogliśmy je rozmienić ani też kiosku, w którym również można kupić bilet. Po drugie, kierowcy rzadką mówią po angielsku (my nie trafiliśmy na ani jednego :P). Po trzecie, nie sądziłam, że podróż z lotniska do centrum Bari (6 km) może trwać prawie godzinę! ;) Tak, godzinę. Kierowca ma trasę, dzięki której najpierw długo krążyliśmy wokół lotniska zanim trafiliśmy na trasę biegnącą prosto do Bari.

2. Kawa Latte - we Włoszech oznacza zupełnie coś innego niż w Polsce! U nas składając takie zamówienie dostaniemy trójkolorową kawę z dużą ilością spienionego mleka. We Włoszech natomiast otrzymamy...samo spienione mleko! Przekonaliśmy się o tym na własnej skórze!

3. Brak komunikacji w języku angielskim - niestety Włosi nie za bardzo lubią komunikować się w innym języku niż ich ojczysty. Jedynie na dworcu spotkaliśmy dwie osoby, które były w stanie wytłumaczyć nam coś po angielsku. Natomiast w komunikacji miejskiej, sklepach i restauracjach musieliśmy sobie radzić za pomocą języka migowego ;)

4. Sygnalizacja świetlna - we Włoszech nauczylismy się, że zielone światło wcale nie oznacza, że możemy bezpieczenie przejść na drugą stronę. Ba! Żadne światło tego nie oznacza ;) Włosi jeżdżą jak chcą i kompletnie nie zwracają uwagi na żadne znaki. Kiedy ktoś im na drodze przeszkadza, trąbią, po czym uśmiechają się i serdecznie pozdrawiają. Aby przejść na drugą stronę ulicy, wcale nie potrzebujesz pasów, środek ronda też jest dobrym wyjściem ;) Jeśli więc zobaczycie kogoś stojącego na czerwonym świetle, możecie być prawie pewni, że to turysta! :P

5. Podróżowanie pociągiem - ten region zwiedzamy podróżując wymienionymi liniami przewozowymi:
- Trenitalia - największy przewoźnik w tym regionie, jako jedyny oprócz kas, posiada automaty do sprzedaży biletów.
- Ferrovie Appulo Lucance
- Ferrovie del Nord Barese
- Ferrovie del Sud Est.
Każda linia ma swoje własne perony oraz kasy zlokalizowane w różnych miejscach dworca.
Do Monopoli i Polignano a Mare podróżowaliśmy liniami Trenitalia. Zakup biletu był prosty dzięki automatom zlokalizowanym w centralnej części dworca (widoczne na zdjęciu poniżej). Natomiast jedyne połączenie z Alberobello możliwe jest dzięki liniom Ferrovie del Sud Est, których kasa umiejscowiona jest na ostatnim peronie od strony wejścia głównego do dworca. Stamtąd tez odjeżdżają pociągi tej linii.


Bardzo ważne! - bilet kasujemy przed wejściem do pociągu, w innym przypadku jest on nieważny! Kara za brak ważnego biletu to 200 Euro.

6. Godziny otwarcia sklepów/restauracji - prawdę mówiąc, nie ma zasady! Sklepy otwierane są i zamykane w zależności od upodobań właścicieli ;) Jeśli jest za gorąco, za zimno lub też właściciel nie ma humoru - prawdopodobnie sklep będzie zamknięty. Pamiętajmy, ze przerwy w ciągu dnia obowiązują również supermarkety. Jeśli chodzi o restauracje, większość otwierana jest dopiero po godzinie 20.00. My mieliśmy dodatkowego pecha, bo trafiliśmy na Święto Republiki Włoskiej - wtedy zamknięte było już dosłownie wszystko! ;) Dodatkowo, nie udało nam się załapać na żadne ze śniadań (wliczone w cenę noclegu!), ponieważ właściciel lokalu prawdopodobnie nie lubił wstawać wcześnie rano i otwierał go dopiero po godz.15.00 ;)

7. Parkowanie - o tym, że Włosi jeżdżą według swoich własnych przepisów już pisałam. Musicie jednak wiedzieć, że z parkowaniem jest dokładnie tak samo. Jeśli jakiś Włoch jadąc, zobaczy swoich znajomych, z pewnością zatrzyma się na środku drogi, gdzie bez skrupułów zostawi samochód do czasu, aż skończy rozmawiać lub...grać w karty! ;)

Poniżej znajdziecie mnóstwo zdjęć i kilka wskazówek dotyczących miejsc, które warto odwiedzić :)


BARI
   W czerwcu pogoda we Włoszech była po prostu idealna. Było bardzo ciepło, ale też nie za gorąco, co sprzyjało zwiedzaniu. Co najbardziej podobało nam się w Bari i co z pewnością warto zobaczyć?

Promenada (Lungomare) – mogliśmy po niej spacerować całe popołudnie, co jakiś czas odpoczywając na ustawionych tuż przy morzu ławeczkach :) O zachodzie słońca robiło się tam naprawdę romantycznie! Idąc wzdłuż promenady można dojść do plaży, która niestety okazała się dość mała jak na kurort turystyczny.



Port – dostaniemy tu świeżo wyłowione ryby, ośmiornice czy kraby. Część Włochów ciężko tu pracuje, zachęcając do zakupu miejscowych, jak i turystów, natomiast możemy tu spotkać również wiele grup mężczyzn grających w karty, głośno pokrzykujących, którzy zdecydowanie zwracają na siebie uwagę ;)
To jednak nie tylko port rybacki. Znajdują się tu także ekskluzywne jachty, żaglówki czy motorówki.
Na poniższych zdjęciach w tle widać Teatr Margharita.


Zamek Castello Normanno-Svevo – wielka twierdza, która uznawana jest za symbol miasta i jedną z jego głównych atrakcji. Ten piękny, otoczony fosami zamek znajduje się w starej części miasta. My trafiliśmy na niego zupełnie przypadkowo, gdy wyszliśmy z „labiryntu” wąskich uliczek ;) To budowla pochodząca z 1132 roku, która po 24 latach została całkowicie zniszczone i ponownie odbudowana w 1233 roku. Jako ostatni zamieszkiwali ją Sforzowie. W późniejszych czasach służyła jako więzienie.


Bazylika San Nicolas – romański kościół św. Mikołaja, patrona miasta, którego kamienny posąg zdobi plac bazyliki. W jej wnętrzu znajdziemy mnóstwo interesujących obiektów, w tym XII-wieczny baldachim nad ołtarzem, w całości wykuty w srebrze ołtarz św. Mikołaja oraz XI-wieczny tron biskupa Eliasza. W bazylice znajduje się także grobowiec ze szczątkami św. Mikołaja oraz nagrobek królowej Bony Sforzy, żony Zygmunta I Starego, która wyjechała z Polski z powodu konfliktu ze swoim synem – Zygmuntem Augustem. Bona jedynie rok cieszyła się urokami Bari, ponieważ w 1557 roku została otruta przez jednego ze swoich dworzan.


Ciekawostką jest, że w 1984 roku w bazylice modlił się papież Jan Paweł II, a tutejsze lotnisko zostało nazwane ku jego czci – Karol Wojtyła Airport.

Jednak tym, co podobało nam się najbardziej było prawdziwe życie Włochów z tego regionu. Starsza część miasta pełna jest wąskich i bardzo pokręconych uliczek, w których można i zdecydowanie warto się zgubić ;) Te wszystkie kameralne restauracje, drzwi otwarte na oścież pozwalające z ulicy zobaczyć wnętrza domów, głośno pokrzykujący panowie grający w karty na każdym rogu, panie sprzedające własnoręcznie robiony makaron przed drzwiami własnego domu i uśmiech nieschodzący im wszystkim z twarzy – to wszystko tworzy niezwykły klimat. Można odnieść wrażenie, że czas stanął w miejscu, a ludzie żyją tak jak kilkadziesiąt lat temu.



Nowa część miasta jest zupełnie inna. Charakteryzują ją szerokie ulice, wysokie budynki, mnóstwo drogich sklepów, restauracji i hoteli. No i wszędzie palmy! :) Wieczorem na długości całej ulicy via Sparano da Bari robi się naprawdę pięknie... i głośno! O tej porze są tu prawdziwe tłumy turystów :)


MONOPOLI
Kolejnym miastem, które postanowiliśmy odwiedzić było miasto leżące na południe od Bari - Monopoli. Tym, co przede wszystkim je wyróżnia jest... ta cudowna cisza! Panuje tu taki spokój, nikt się nigdzie nie spieszy, a turystów jest naprawdę niewiele :) Jeśli ktoś chcę naprawdę odpocząć, Monopoli jest idealnym miejscem na urlop.


Atrakcje, które warto tu zobaczyć to przede wszystkim:

XV-wieczny zamek - mury obronne otaczające Monopoli, stanowiły kiedyś ochronę starożytnego miasta. Dziś stanowią główny punkt wycieczki w mieście :)



Spacerując wzdłuż wybrzeża, możemy nacieszyć się cudownymi widokami błękitnej wody Adriatyku i podziwiać wyjątkową architekturę tego miasteczka.



Mały Port rybacki przy zamku


Basilica Cattedrale Maria Santissima della Madia - barokowa katedra, która została wybudowana w 1786 roku przez architekta Giuseppe Palmieri.



Wąskie uliczki - tutaj również mieliśmy okazję spacerować ciasnymi uliczkami i odpocząć w kameralnej kawiarence, ulokowanej w jednej z nich. Mogliśmy tak spacerować godzinami, to niesamowite patrzeć jak wygląda życie ludzi w tym miasteczku, ponieważ tak bardzo różni się od tego, które my znamy.



Plaża Porta Vecchia - niewielka, ale bardzo zadbana plaża, która ulokowana jest w zatoczce przy murach zamku, zaledwie 5 minut spacerkiem od centrum miasta.



POLIGNANO A MARE
Miasteczko małe, ale tak bardzo niezwykłe! Największym atutem tego miasta jest jego położenie na pełnym jaskiń, stromym klifie. Co przyciąga turystów do Polignano? Z pewnością:

Tarasy widokowe - z których widokina skaliste wybrzeże zapamiętamy na bardzo długo!



Plaża - znajdującą się między skałami, która uznawana jest za jedną z najpiękniejszych na świecie! Ta kamienna plaża zdobyła wiele wyróżnień m.in. ze względu na czystość wody oraz krajobraz. Na żywo wygląda jeszcze piękniej niż na zdjęciach :)



Most Lama Nomachile - z którego również możemy podziwiać plażę. Most sam w sobie także jest ogromną atrakcją dla turystów.



Do tego stare kamienice z okwieconymi balkonami, niezwykła architektura i urocze uliczki.



ALBEROBELLO
Miejsce jedyne w swoim rodzaju, które po prostu trzeba odwiedzić będąc w Apulii :)



Białe miasteczko, które każdego roku przyciąga tysiące turystów, a to za sprawą niezwykłych, okrągłych domów trulli z charakterystycznymi stożkowymi dachami z kamienia. Trulli wpisane są na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Obecnie w większości domków znajdują się sklepy z pamiątkami oraz nastrojowe restauracje i kawiarenki.



To co było dla nas najbardziej niezwykłe jest fakt, że kiedyś ludzie naprawdę mieszkali w tych miniaturowych domkach. Tym co zaskakuje jeszcze bardziej jest to, że wiele osób do dziś w nich żyje!



3 komentarze:

  1. Uwielbiam Włochy. Fajna relacja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozgoszczę się, fajny ciekawy blog :-) A o Włoszech jako Italofil mogę czytać bez końca :-) serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. PS. Dodaję Was do ulubionych i będę częstym gościem :-)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger