Czekoladowo-bananowy deser w wersji fit

Czekoladowo-bananowy deser w wersji fit

Uwielbiam czekoladę, tak jak i desery z jej udziałem. Niedawno Marek zaskoczył mnie nowym przepisem, który wyjątkowo przypadł mi do gustu! Dlaczego? Ponieważ deser wygląda pysznie, smakuje jeszcze lepiej, a do tego można sobie na niego pozwolić również będąc na diecie ;) Przedstawiam Wam pyszne czekoladowe ciasto w wersji fit, które z pewnością skradnie i Wasze serca!


Składniki:
- 250g płatków owsianych
- 4 łyżki kakao
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 3 duże banany
- 1 łyżeczka aromatu waniliowego
- 100g gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao)
- 1 łyżeczka oleju kokosowego


Płatki miksujemy na mąkę. Dodajemy kakao i proszek do pieczenia. Całość dokładnie mieszamy.
Banany i aromat waniliowy blendujemy na gładką masę. Krem wlewamy do miski z mąką i mieszamy wszystko razem. Pokrojoną na małe kawałeczki czekoladę (50g) dodajemy i łączymy z całością, a następnie wykładamy masę do silikonowej formy. Pieczemy ciasto 25 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Odstawiamy do ostudzenia.
Pozostałą część czekolady (50g) wraz z olejem kokosowym roztapiamy w kąpieli wodnej, a następnie polewamy nią gotowe ciasto.

Prawda, że wygląda pysznie? :)



Tablice suchościeralne do planowania

Tablice suchościeralne do planowania

Jeśli tak jak ja, lubicie planować i mieć wszystko pod kontrolą, ten pomysł powinien Wam się spodobać :) Jest to moja odpowiedź na ciągłe zapominanie Marka… praktycznie o wszystkim ;) Koniecznie zajrzyjcie i korzystajcie z darmowych plakatów!

Przechodząc niedawno obok pewnej kawiarenki, zwróciłam uwagę na kelnerkę, która na oknie rozpisywała polecane ciasta i kawy. Pomyślałam wtedy, jakim ułatwieniem jest planowanie menu na cały tydzień, żeby za każdym razem po powrocie z pracy nie zastanawiać się „Co na obiad?”.  Tylko gdzie to zapisywać? I tutaj przypomniała mi się wspomniana wyżej dziewczyna, która używała specjalnego markera, by bez problemu zmienić napisy kolejnego dnia. Ja na oknie nie zamierzam nic malować ;)
Przygotowałam za to plakaty, które oprawiłam w ramki.


Kupiłam też dwustronne (z cieńszą i grubszą końcówką), suchościeralne markery firmy TOMA w 4 kolorach, które dostaniecie w świetnej cenie tutaj.


Markery są idealne do pisania po szkle, dlatego ramka z szybą okazała się świetnym rozwiązaniem. Do zmycia napisów wystarczy wacik kosmetyczny, nie trzeba używać wody.


Kiedy powstało menu, postanowiłam też zadbać o zapominalskiego Marka, dla którego przygotowałam Plan Tygodnia + ramkę na sprawy, które trzeba załatwić. Ramka stoi naprzeciwko drzwi więc nie da się jej nie zauważyć ;)


Przy okazji wykorzystałam ten pomysł na Menu i tygodniowy Plan Treningowy.


Poniżej znajdziecie gotowe plakaty do pobrania w różnych wersjach :) Wystarczy kliknąć w obrazek lub pobrać je tutaj.



Historia naszych zaręczyn

Historia naszych zaręczyn

Zaręczyny są bardzo ważnym wydarzeniem, ponieważ są kolejnym dużym krokiem w związku. W końcu ich następstwem jest planowanie ślubu! Kiedyś zaręczyny odbywały się w obecności rodziców, ponieważ tylko ich zgoda pozwalała na zawarcie związku małżeńskiego. Obecnie rzadko kiedy spotyka się tę tradycję. Panowie oświadczają się w obecności swojej drugiej połówki i mają na to wiele ciekawych pomysłów..

To, że Marek jest tym jednym, jedynym wiedziałam już (albo dopiero) po trzech pierwszych latach spędzonych razem. I od tego momentu marzyłam o zaręczynach, wyobrażałam sobie jak to będzie wyglądało, przeglądałam strony z sukniami ślubnymi. Mijały miesiące, nawet lata, a pierścionka nadal nie było…

Nadszedł 7 lipca 2013, niedziela. Zbliżały się moje urodziny więc Marek zaprosił mnie na kolację. Taką romantyczną! Mieszkaliśmy w tym czasie w Krakowie. Tak więc naszykowaliśmy się, wyszliśmy z domu i w bardzo romantyczny sposób... wsiedliśmy do autobusu (w końcu byliśmy tylko studentami!). Ruszyliśmy w kierunku Wawelu, gdzie mięliśmy miło spędzić czas na dachu w jednej z restauracji. Widok na Wawel, świece, białe wino - czego chcieć więcej! Tak.. tak właśnie miało to wyglądać ;) Póki nie okazało się, że ta cudowna restauracja przechodzi obecnie remont! :P

Na szczęście obok była druga. Uff, wybrnął z sytuacji. Również taras na dachu, widok na Wawel, piękna karta… i ceny z kosmosu! Najzwyklejszy makaron kosztował ok.80 zł, a my przecież byliśmy tylko studentami, którzy na tę romantyczną kolację przyjechali AUTOBUSEM!!! Wiem, że Marek chciał dla mnie jak najlepiej, chciał, bym czuła się wyjątkowa, ale ja naprawdę nie potrzebuję luksusów. Chciałam tylko miło spędzić ten wieczór…

Poprosiłam go o zmianę lokalizacji i to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć. Znaleźliśmy się na barce, gdzie było przepyszne jedzenie (w świetnych cenach!), wino i naprawdę romantyczny klimat. Rozmawialiśmy jakbyśmy dopiero się poznali, dużo żartowaliśmy i śmialiśmy się w głos. Wychodząc z barki, zdecydowaliśmy się jeszcze na krótki spacer. Wawel wieczorem wygląda naprawdę pięknie! Usiedliśmy na schodkach po drugiej stronie Wisły i nagle Marek wyjął z torby paczuszkę. Pierwsza myśl – oświadczy się! Druga myśl – eh, to jednak tylko zwykły prezent…

Odpakowuję, patrzę książka J.K.Rowling „Trafny wybór”. Kilka dni wcześniej rozmawialiśmy o niej, ponieważ planowałam ją zakupić jako prezent! Wtedy do mnie dotarło – albo się pomylił albo mnie nie słuchał i zrozumiał, że to ja ją chcę. Tak, w tym momencie opadły mi ręce.
Nie ma pierścionka, nie ma zaręczyn, jest za to książka, której ja wcale nie chciałam.

Były za to piękne życzenia… Takie, do których wracam i za każdym razem mam łzy w oczach. Zakończone były zdaniem:

„…więc albo Ty, albo nikt.
Dlatego szukaj strona po stronie, a znajdziesz to czego zawsze szukałaś.”

Zalana łzami, przewracałam kartki, nie wiedząc nawet czego szukam. Myślałam, że może zaznaczył jakiś cytat, którego nie mogę znaleźć. I w tym momencie zobaczyłam to, o czym marzyłam. I nie chodziło tu o sam pierścionek, ale o to, co chciał nim przekazać. Nareszcie był pewien! Wybrał mnie na kobietę swojego życia, na dobre i na złe. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu i najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam – jego serce tylko dla mnie! A książkę mam do dziś :)
Ps. Naprawdę się postarał! :)



Zielone smoothie - idealne na śniadanie!

Zielone smoothie - idealne na śniadanie!

Uwielbiam smoothie i ciągle testuję nowe przepisy! Od dłuższego czasu jest to najczęściej wybierany przeze mnie posiłek na śniadanie. Dlaczego? Ponieważ jest pyszne, lekkie, a jednocześnie bardzo syte. Dziś pokażę Wam przepis, który od niedawna jest moim ulubionym! Koniecznie wypróbujcie :)


Składniki na porcje dla dwóch osób:
- 1 banan
- 1 jabłko
- 180g jogurtu naturalnego
- garść szpinaku
- 50g płatków owsianych
- 20g siemienia lnianego
- 1 łyżeczka miodu



Jeśli wolicie smoothie w chłodniejszej wersji, wystarczy dorzucić 2-3 kostki lodu i zblendować je ze wszystkimi składnikami. My obecnie używamy Blendera marki Philips i muszę przyznać, że sprawdza się świetnie! :)



Legginsy sportowe w pięknych wzorach

Legginsy sportowe w pięknych wzorach

Ubrania sportowe w przeróżnych wzorach to obecnie hit sezonu. Chcemy trenować, budować wymarzoną sylwetkę, a jednocześnie ładnie wyglądać i dobrze się czuć w tym, co mamy na sobie. Szare dresy i rozciągnięta koszulka na trening? To chyba nie jest najlepszy wybór ;)

Dlaczego nie wsiadłam do samolotu?

Dlaczego nie wsiadłam do samolotu?

Samolot jest obecnie jednym z najchętniej wybieranych środków transportu. Jego największą zaletą jest znacznie krótszy czas podróży w porównaniu z autobusem czy pociągiem. A dzięki tanim liniom lotniczym, bywa również bardziej opłacalny. Jak widać, same zalety… Co jednak w przypadku, gdy pojawia się paniczny lęk przed lataniem?

Tak, jestem jedną z tych osób, które bardzo boją się latać. Wyjście spoza mojej strefy komfortu było naprawdę trudne. Od zawsze wolałam wielogodzinną podróż samochodem niż krótki lot samolotem.

Po raz pierwszy na pokład samolotu wsiadłam dwa lata temu, gdy lecieliśmy na Cypr. Nasze wymarzone wakacje! Marek znalazł okazję i bez zastanowienia kupił bilety. Nie były to jednak nasze  pierwsze bilety lotnicze. Przed naszym ślubem, pojawił się lot na Majorkę w naprawdę super cenie. 5 dni na miejscu, 3 godziny podróży i cudowne miejsce w zasięgu ręki. Wylot o 6 rano. Dzień wcześniej się spakowaliśmy, wybraliśmy miejsca, które koniecznie chcemy zobaczyć i nagle... dopadł mnie paniczny strach. 
Myśl o tym, że nie będę miała na nic wpływu, że ktoś będzie decydował o moim życiu, a ja zamknięta na pokładzie samolotu będę bezradna w razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa – te emocje wzięły górę. Przed północą zapadła decyzja – nie lecimy. Po prostu nie byłam w stanie. I w ten o to sposób przepadły nasze pierwsze bilety lotnicze. Nie sądziłam, że kiedykolwiek zdecyduje się lecieć. Wiedziałam jednak, że bardzo chcę podróżować. 

Pierwszy lot

W kwietniu 2015 roku pojawiły się bilety na Cypr, których cena naprawdę kusiła. Było mnóstwo wymówek, jednak Marek podjął decyzję za mnie. Wylot miał być za 4 miesiące. Miałam czas, żeby oswoić się z tą myślą i w jakiś sposób przygotować psychicznie. Kiedy przyszedł dzień wylotu, bałam się wszystkiego. Nie wiedziałam czego się spodziewać na lotnisku, jak wygląda odprawa, kontrola paszportowa, bezpieczeństwa czy kontrola bagażu. I jak się okazało miałam ku temu powody...

A to przede wszystkim z jednego, banalnego powodu. Źle spakowałam swoją walizkę! Wszystkie ubrania powinny być za zasuniętym materiałem, natomiast aparat, ładowarka, żelazko i inne tego typu gadżety w otwartej części, tak by z łatwością można było je wyjąć. Ja zrobiłam na odwrót. Przy kontroli cofnęli moją walizkę. Problem był z malutkim żelazkiem! Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, ale ile mnie to kosztowało nerwów… Już nie wspomnę, że moja walizka przeszła prawdziwe tornado i miałam naprawdę duży problem ze spakowaniem do niej wszystkich tych rzeczy, które wcześniej jakimś cudem się w niej znajdowały.

Ale wyciągnęłam wnioski i byłam już mądrzejsza o te doświadczenia więc... w drogę powrotną spakowałam cały sprzęt i wszystkie płyny do walizki Marka, a ubrania przełożyłam do mojej, dzięki czemu podczas kontroli nie musiałam nic z niej wyjmować ;)

W każdym razie, przez tą sytuację byłam już tak zmęczona, że nawet nie stresowałam się tak bardzo samym lotem. Większość osób mówi, że najgorszy jest start i lądowanie. Marek zawsze mi mówił, że dla niego to największa frajda. Niestety, jestem w większości!
Podczas startu czułam się bardzo dziwnie, bo z jednej strony widziałam, że się wznosimy, a z drugiej nie rozumiałam jak taka duża maszyna może po prostu odbić się od powierzchni i unosić na powietrzu. Chyba jeszcze nigdy nie bałam się tak bardzo! Ale później… nie mogłam się nacieszyć widokami i byłam z siebie dumna, że jednak się odważyłam!

Spędziliśmy na Cyprze cudowny czas, a relację z tej podróży możecie zobaczyć tutaj. Byłam pozytywnie nastawiona przed kolejnym lotem, jednak podróż w drugą stronę okazała się dużo cięższa. Lecieliśmy podczas burzy, niebo było dosłownie czarne, a rozjaśniało się jedynie momentami… i to za sprawą piorunów! Całą drogę były turbulencje. Tak, przez całe 3 godziny lotu! Po tej podróży obiecałam sobie, że już nigdy nie wsiądę do samolotu.

Kolejna podróż

Nie dotrzymałam słowa. Rok później byliśmy już w podróży do Włoch, gdzie mieliśmy okazję zwiedzać cudowny region o nazwie Apulia. Oczywiście początkowo był plan, by jechać samochodem, jednak koszty i czas podróży sprawiły, że zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.

I tak jak w przypadku mojego pierwszego lotu, podróż na miejsce była rewelacyjna! Choć powiem szczerze, że przerażał mnie widok dwóch Panów o bliskowschodniej urodzie, którzy mieli małe papierowe książeczki i modlili się przed lotem. Mimo, że jestem tolerancyjna to jednak w dzisiejszym, tak niespokojnym świecie, różne myśli przechodzą przez głowę...

W każdym razie podróż przebiegła spokojnie, trwała ok. 2 godzin, świeciło słońca, a widoki były po prostu niesamowite. W drugą stronę zapowiadało się podobnie. Pogoda dopisywała więc wydawałoby się, że nie ma się czego bać.

Start samolotu, głośna praca silników i odbijamy się od powierzchni. Jesteśmy już nad morzem, nadal wzbijając się w górę, by osiągnąć odpowiednią wysokość. Nagle zapada totalna cisza, samolot zwalnia, nie słychać już hałasu silników... I ten okropny strach. Rozglądam się, stewardesy mają niepewne miny, tak samo jak i uwielbiający latać Marek. W tym momencie naprawdę żałowałam, że wsiadłam do tego samolotu… Udało mi się zarejestrować ten moment, co możecie obejrzeć na poniższym filmiku (2:17).

video

Chwilę później wszystko wróciło do normy, znów usłyszeliśmy pracę silników, ale ja już do końca podróży siedziałam jak na szpilkach. Nie wiem, czy ta sytuacja była czymś normalnym czy jednak powinniśmy się wtedy martwić. Na szczęście dolecieliśmy cali i zdrowi. Ale czy wsiądę do samolotu jeszcze raz?

Plany na przyszłość

Już teraz mogę Wam powiedzieć, że TAK. We wrześniu mamy zaplanowaną podróż na Majorkę – tę samą wyspę, na którą nie dotarliśmy w 2013 roku ;) Czy się boję? Okropnie! Ale samolot nadal jest uznawany za najbezpieczniejszy środek transportu. Każdego dnia na niebie porusza się tysiące samolotów, a katastrofy zdarzają się raz na X przypadków. Statystyki są dowodem na to, że codziennie na drogach ginie znacznie więcej osób. A prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach, nigdzie nie jesteśmy w 100% bezpieczni. Nie chcę kiedyś żałować, że strach powstrzymał mnie przed spełnianiem marzeń, a podróże i odkrywanie nowych miejsc są jednym z największych.

Oczywiście znajdą się osoby, które do końca życia będą się bały wsiąść do samolotu i być może nigdy tego nie zrobią. Uważam jednak, że warto się odważyć i choć raz spróbować. Nie tylko ze względu na możliwość szybkiego przemieszczania się, ale przede wszystkim po to, by zobaczyć świat z nieco innej perspektywy. 

Ja już chyba zawsze będę się bała latać, ale w takim samym stopniu będę tęskniła 
za widokami z okien samolotu, które mogę podziwiać będąc w górze. 

Pokochaj rower, kręć kilometry i wygrywaj!

Pokochaj rower, kręć kilometry i wygrywaj!

Jazda na rowerze to świetna propozycja dla osób zmagających się z nadwagą. W trakcie jednej godziny możemy spalić nawet ok. 600 kalorii. I nie ważne czy jeździmy na rowerze górskim, miejskim czy kręcimy na rowerku stacjonarnym. Korzyści płynących z jazdy na rowerze jest całe mnóstwo, najważniejsza jest jednak systematyczność!

Tak jak w przypadku każdej aktywności fizycznej, trzeba pamiętać o rozgrzewce. Należy zacząć spokojnie, by stawy miały czas się rozgrzać. Jeśli jesteście początkujący, wybierajcie krótkie i łatwe trasy, a w miarę upływu czasu stopniowo zwiększajcie dystans. Ważne, by pamiętać o uzupełnianiu płynów podczas jazdy. Pamiętajmy również, że dopiero po 30 minutach jazdy zaczynamy spalać tłuszcz.

Korzyści płynące z jazdy na rowerze:
1. Skutecznie odchudza – podczas tej aktywności pracują zarówno nasze nogi, pośladki, ale i mięśnie brzucha. Dzięki systematycznym treningom spalimy zapasy tkanki tłuszczowej, a przy tym wysmuklimy i ujędrnimy nasze ciało.
2. Wspomaga walkę z cellulitem – jest to problem, z którym zmagają się nawet osoby szczupłe. Dlatego tak ważna jest dieta i regularna aktywność fizyczna. Więcej na ten temat tutaj.
3. Wzmacnia serce – wysiłek fizyczny wpływa na zwiększenie pojemności płuc, a przy tym wydolności całego organizmu. Dzięki aktywności krew jest odpowiednio dotleniona, a nasze serce lepiej pracuje.
4. Obniża poziom „złego” cholesterolu – regularna jazda na rowerze (przynajmniej 3 razy w tygodniu przez ok. 45 minut) nie tylko obniża poziom złego cholesterolu (LDL), ale i podwyższa poziom „dobrego” (HDL).
5. Przeciwdziała żylakom – jeśli większość czasu w ciągu dnia spędzasz w pozycji siedzącej lub stojącej, jesteś bardziej narażona na powstawanie żylaków. Jazda na rowerze usprawnia przepływ krwi i zapobiega ich występowaniu.
6. Łagodzi stres – podobno sport sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi ;) I coś w tym jest, ponieważ aktywność fizyczna podnosi poziom endorfin i zwiększa odporność organizmu na zmęczenie. A co za tym idzie – lepiej radzimy sobie ze stresującymi sytuacjami.
7. Oszczędzasz pieniądze – rower jest tańszy w utrzymaniu niż samochód czy bilety autobusowe, bo kosztuje Cię jedynie twoją energię ;) Nie ma tłoku, jest za to świeże powietrze i mnóstwo spalonych kalorii! Jeśli codziennie dojeżdżasz do szkoły czy pracy – doceń rower! Więcej sposobów na oszczędzanie znajdziecie tutaj.
8. Dbasz o środowisko - jednym z poważniejszym problemów współczesnych czasów jest skażenie środowiska. Rosnąca liczba samochodów na drodze z pewnością się do tego przyczynia. Dlatego jeśli masz taką możliwość, wybierz rower. Nie wydziela spalin, jest bardziej mobilny i nie powoduje hałasu.

Jak widzisz, jazda na rowerze ma mnóstwo zalet! Spraw, by te wakacje były naprawdę aktywne :) Jedź rowerem na zakupy czy na spotkanie z przyjaciółką. Organizuj wycieczki rowerowe, odkrywaj nowe miejsca i oddychaj świeżym powietrzem. A ja mam dla Ciebie dodatkową porcję motywacji :) Połącz przyjemne z pożytecznym, kręć kilometry i wygrywaj nagrody dla siebie i swojego miasta!

Kampania Fundacji Allegro All For Planet 
"Kręć Kilometry"

Jak wziąć udział?
Ściągnij aplikację mobilną „Kręć Kilometry”, zarejestruj się przez połączenie konta z endomondo lub kontem facebook. Przejdź do zakładki "Zobacz aktywności", rozwiń powiadomienia, gdzie znajdziesz przejście do pytania konkursowego, na które należy odpowiedzieć, by wziąć udział w wcale o nagrody. Każdy przejechany przez Ciebie kilometr liczy się również w rankingu twojej miejscowości. Akcja trwa do 30.09.2017.

Co można wygrać?
Nagrody rzeczowe: 
- kupony do wykorzystania na Allegro (1 x 1000 zł, 5 x 500 zł, 10 x 200 zł, 10 x 100zł)
- 1 x kamera sportowa Garmin Virb XE
- 1 x kamera GoPro HERO5
- 2 x smartwatch Samsung Gear Fit 2
- 2 x smartwatch Polar Loop 2

Nagroda dla miasta: 
Nagroda dla 5 najlepszych miast to Allegro Tech Days. Jest to wydarzenie, podczas którego będziecie mieli okazję poznać świat inżynierów, programistów i naukowców, zobaczyć pokazy robotów i technologicznych wynalazków, wziąć udział w warsztatach programowania maszyn i zabawek oraz lepiej zrozumieć współczesny, cyfrowy świat.

Czy warto wziąć udział? Myślę, że zdecydowanie! :) 

Tort w wersji fit według Kingi Paruzel

Tort w wersji fit według Kingi Paruzel

Dziś pokażę Wam sprawdzony przepis na przepyszny tort w wersji lekkiej. Kilka dnia temu świętowałam 27 urodziny. A przecież jak urodziny, to musi być i tort! Ale tym razem nie kremowy, a bardziej "odchudzony" tort czekoladowo-malinowy z polewą o smaku czekolady i tahini.

Nie zrobiłam go sama, tort był niespodzianką przygotowaną przez mojego szwagra Mateusza, któremu bardzo bardzo dziękuję! :) Wyglądał pięknie, był przepyszny i nie miałam po nim ani grama wyrzutów sumienia ;) Myślę, że do przygotowania tego tortu wcale nie trzeba specjalnej okazji, zrób sobie przyjemność nawet zwykłego dnia - ten tort jest tego wart! Autorką przepisu jest Kinga Paruzel, a przepis pochodzi z jej książki "Fit Słodkości", którą tutaj dostaniecie w rewelacyjnej cenie!

Ilość porcji: 8 - 10 porcji
Czas przygotowania: 10 minut
Czas pieczenia: 50 -60 minut
Czas całkowity: 2 godziny

SKŁADNIKI

SKŁADNIKI NA CIASTO
½ szklanki kakao
½ szklanki mąki kokosowej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
½ łyżeczki cynamonu
szczypta soli
6 jajek
½ szklanki syropu klonowego
½ szklanki oleju kokosowego (rozpuszczonego i wystudzonego)
½ szklanki mleka kokosowego
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

SKŁADNIKI NA KREM
1 puszka mleka kokosowego (trzymana przez noc w lodówce)
2 łyżki syropu klonowego
2 garście mrożonych malin
2 łyżki nasion chia

SKŁADNIKI NA POLEWĘ
100 g gorzkiej czekolady
1 łyżka oleju kokosowego
1 łyżka syropu klonowego
2 łyżki tahini naturalnego

DO DEKORACJI I WYKOŃCZENIA:
truskawki
borówki
ziarna kakaowca


PRZYGOTOWANIE

PRZYGOTOWANIE CIASTA:
Piekarnik nagrzać do temperatury 160 ° C z funkcją grzania góra – dół. Formę o średnicy 18 cm wyłożyć papierem do pieczenia
Do jednej miski przesiać kakao, mąkę kokosową, proszek do pieczenia, cynamon i sól.
W drugiej misce wymieszać do połączenia wszystkich składników jajka, syrop klonowy, oliwę, mleko kokosowe i ekstrakt.
Połączyć zawartość obu misek. Całość mieszać około 2 minut aż masa będzie jednolita. Przelać ciasto do formy i piec 50 – 60 minut lub do momentu, kiedy patyczek włożony w ciasto pozostanie suchy.
Wyjąć z piekarnika i wystudzić.

PRZYGOTOWANIE KREMU:
Otworzyć puszkę i wyjąć z niej masę kokosową. Przełożyć ją do miski (w puszce powinna zostać woda kokosowa – ubijamy tylko stałą część).
Dodać pozostałe składniki i całość dobrze wymieszać. Odłożyć na 20 minut do lodówki.

PRZYGOTOWANIE POLEWY:
Czekoladę wraz z olejem kokosowym i syropem klonowym rozpuścić w kapieli wodnej lub w mikrofali.
Lekko przestudzić i dodać tahini. Całość wymieszać i poczekać aż  nieco przestygnie.

PRZYGOTOWANIE TORTU:
Upieczone, wystudzone ciasto przekroić w połowie. Wyłożyć na pierwszy blat ¾ kremu malinowego. Równo go rozłożyć. Posypać z wierzchu ziarnami kakaowca.
Przykryć pozostałym blatem. Boki tortu posmarować resztką kremu. Polewę czekoladową rozsmarować na wierzchu formując ją tak aby delikatnie spływała na boki tortu.
Tort udekorować owocami i ziarnami kakaowca.

MOŻLIWOŚCI:
- można użyć świeżych malin
- tort można przygotować dzień wcześniej
- nie trzeba go nasączać gdyż sam w sobie jest wilgotny


Copyright © 2016 Serenity. Wanderlust. Marriage. , Blogger